środa, 24 maja 2017
TRAFNA.PL
Witajcie! Mimo, że Zapach szyty na miarę zawiesił swoją działalność - zarówno Nana jak i ja, nie przestałyśmy pisać. Informacje o blogu Nany pojawią się już wkrótce, a teraz zapraszam Was na trafna.pl gdzie piszę nie tylko o perfumach!
niedziela, 27 grudnia 2015
sunshine amouage.
Sunshine Amouage to zapach po który sięgnęłam pewnego spokojnego, wakacyjnego dnia, myśląc, że idealnie zgra się z moim nastrojem. Skłoniły mnie do tego liczne recenzje gwarantujące ‘słoneczny poranek w ogrodzie’. Jednak moje spotkanie z Sunshine to były zdecydowanie inne doświadczenia, do których postanowiłam wrócić właśnie dziś - pod koniec grudnia, przebywając w [teoretycznie] słonecznej Italii...
Zazdroszczę tym, którym Amouage zagwarantowało słodką dawkę lenistwa. W moim przypadku nie było mowy o wylegiwaniu się w piżamie do południa, już od pierwszych chwil czułam się jakbym biegła o świcie do pracy za elegancką kobietą, która postanowiła zjawić się w biurze jako pierwsza. Co ciekawe nie udałyśmy się od razu do jej biurka, tylko zakurzonymi schodami przeciwpożarowymi ruszyłyśmy na dach.
czwartek, 1 października 2015
zmyl zmysł.
Kontrowersja
jest coraz mniej popularnym słowem w modowej branży. Widzieliśmy już praktycznie wszystko. Naszą wyobraźnię rozbudzał nie raz
John Galliano, McQueen, Westwood czy ostatnio Rick Owens. Kanały społecznościowe
takich osób jak Miley Cyrus czy Kim Kardashian utwierdzają nas w przekonaniu,
że wszystko co można było pokazać, zostało pokazane. Są wciąż jednak
projektanci, którzy swoją pracą potrafią zaskoczyć, bo nie zawsze to co widzimy
jest tym czym nam się wydaje.
Ciepłe
czerwcowe popołudnie. Zwiedzam wystawę „Cuda Niewidy” w toruńskim Centrum
Sztuki Współczesnej. Po obejrzeniu prawie wszystkich naprawdę szalonych i
nietuzinkowych projektów, filmów i instalacji z każdego zakamarka świata,
dostrzegam w rogu dwie niewielkie gabloty z biżuterią. Rozczarowanie to dobre
słowo, które opisuje moją ówczesną reakcję na owe eksponaty. Ot, zwykłe
wisiorki i kolczyki z kryształkami w różnych kolorach, do znalezienia w prawie
każdym sklepie z biżuterią. Zwłaszcza tą tańszą. Zaczęłam się zastanawiać się jak
głęboka filozofia musi przemawiać za tymi świecidełkami skoro znalazły się tu,
na tej wystawie. Okazało się, że to jednak nie o filozofię chodziło, a o
materiał. Bowiem to, co widziałam było prawdziwymi skrystalizowanymi ludzkimi
łzami.
czwartek, 17 września 2015
perfumy orientalne.
Gdy ktoś wspomina o zapachach
orientalnych, każdy od razu sobie wyobraża niesamowicie intensywne perfumy, z
dużą ilością kadzidła, oudu, przypraw, z nutami drzewnymi i zaplątaną gdzieś w to
wszystko różą. Ba, wiele osób, które proszą mnie o radę przy wyborze perfum, od
razu zaznacza, że nie chcą nic orientalnego, ponieważ te zapachy przytłaczają
i wywołują bóle głowy. To bardzo
niesprawiedliwa charakterystyka orientu, mimo, że nie jest do końca bezzasadna.
Jednak zawsze trzeba po prostu pamiętać, że w przypadku każdej każdej grupy
zapachowej, znajdziemy perfumy subtelne i intensywne, delikatne i agresywne,
mroczne i świetliste itd. I właśnie tę inną stronę perfum ze świata Bliskiego
Wschodu pokazała mi marka YAS Perfumes z perfumerii Sense Dubai.
Jako pierwszy poznałam zapach Jumeirah. To zadziwiająco świeża kompozycja,
która w zależności od etapu rozwoju zmienia charakter raz na bardziej męski,
raz damski. Bardzo mi się spodobała ta wielowymiarowość i niejednoznaczność,
zwłaszcza że ostatnio wszystko to co zwyczajnie „ładne” przestało mi
wystarczać. Otwarcie jest intensywne, soczyste i zielono-cytrusowe. Z czasem
gdy początkowe cierpkie nuty cytrusów znikają, zaczyna się robić jeszcze
ciekawiej, ponieważ baza silnie walczy o dominację nad sercem kompozycji i cedr
z sandałowcem próbują przejąć kontrolę [cedr jest zdecydowanie silniejszy]. Drzewno-ziołowa
baza wybija się na chwile po czym ustępuje i pozwala róży i jaśminowi wrócić i pozostać
wyczuwalnymi do samego końca. Mam takie dziwne wrażenie jakby ktoś poprzestawiał
całą piramidę zapachową i wprowadził lekki chaos do tej kompozycji, jednak dla
mnie to zabieg zdecydowanie na plus. Jestem na tak!
niedziela, 13 września 2015
zapachowa stylizacja cz.I
Dziś przyszedł czas na zabawę!
Kiedy Edpholiczka podrzuciła nam pomysł, żebyśmy dobierały perfumy do stylizacji nie mogłyśmy odmówić, więc oto przed Wami pierwsza odsłona zapachowej stylizacji!
N: Kilka dni temu na rynek wypuszczono pierwszy zapach Miu Miu. Przyznaję, mam słabość do tej marki i niechętnie czytałam kolejne kiepskie recenzje perfum, bo spodziewałam się szaleństwa i fajerwerków, a dostałam co najwyżej zimne ognie. Więc żeby zapomnieć o drobnych niepowodzeniach poprosiłam Ziu, żeby wynalazła do tej stylizacji perfumy, które istnieją już na rynku.
Miu Miu, młodsze dziecko Prady.
Pełne sprzeczności. Do Miu Miu jak do nikogo innego pasuje określenie „tak
brzydkie, że aż ładne”. Weźmy na przykład te buty. Przedziwny krój, który nie
przeszedłby niezauważony na polskiej ulicy, ale dorzućcie do nich zwykłe jeansy
i białą luźną koszulę. Stylówka życia!
Kiedy Edpholiczka podrzuciła nam pomysł, żebyśmy dobierały perfumy do stylizacji nie mogłyśmy odmówić, więc oto przed Wami pierwsza odsłona zapachowej stylizacji!
N: Kilka dni temu na rynek wypuszczono pierwszy zapach Miu Miu. Przyznaję, mam słabość do tej marki i niechętnie czytałam kolejne kiepskie recenzje perfum, bo spodziewałam się szaleństwa i fajerwerków, a dostałam co najwyżej zimne ognie. Więc żeby zapomnieć o drobnych niepowodzeniach poprosiłam Ziu, żeby wynalazła do tej stylizacji perfumy, które istnieją już na rynku.
Wracając do wybranej przeze mnie
sylwetki. Mix przeróżnych rzeczy, które z pozoru do siebie nie pasują, ale jednak
tworzą spójną całość. Wszystkiego jest dużo – świecidełka, brokat, ale mimo to
sama stylizacja nie jest ciężka. Może to dzięki niebiesko-białym pasom, które
kojarzą się z krajobrazem nadmorskim i letnim wietrzykiem, a może dzięki
soczystym pomarańczowym dodatkom. Nie wiem, ale jestem szalenie ciekawa jaki
zapach czuje w tej stylizacji Ziu!
wtorek, 8 września 2015
15 rzeczy które musisz wiedzieć przed rozpoczęciem studiów związanych z modą.
Niedługo
rozpocznie się rok akademicki. Część z was interesuje się modą, a jakiś procent
być może nawet zechce studiować kiedyś na kierunkach związanych z modą.
Przez moje 4 lata studiowania trochę mi się doświadczeń nazbierało, dlatego dziś
dostaniecie ode mnie mini poradnik, który chciałabym przeczytać zanim zaczęłam
studia. Może dzięki niemu byłabym zdecydowanie w innym miejscu, nie skupiałabym
się na niepotrzebnych rzeczach i zrobiła więcej tych, które mają dla mnie
znaczenie.
Żadna z tych rad nie jest
bardziej lub mniej ważna, a kolejność jest zupełnie przypadkowa.
1. Jeśli już na samym początku
wydaje Ci się, że jesteś drugim Galliano, bo Twoim koleżankom podobają się
projekty Twoich uroczych sukienek z koła to muszę Cię rozczarować. Nie jesteś.
Jeszcze długa droga przed Tobą, mnóstwo nieprzespanych nocy, wypitych butelek
wina i łez po nieudanych korektach.
Sam McQueen zjawił się kiedyś u
progu legendarnej szkoły Central St. Martins ubiegając się o posadę
nauczyciela. Dyrektorka jednak wiedziała co robi i zaproponowała Alexandrowi status
studenta. Tyle, że McQueen przepracował wcześniej ok. 5 lat jako asystent
krawców i projektantów. Masz już taki staż?
niedziela, 6 września 2015
nowości i zapowiedzi.
Przygotowałam dla Was zestawienie
perfumeryjnych zapowiedzi i nowości z ostatnich miesięcy.
The One doczekało się kolejnego flankera* o nazwie Essence. Naprawdę liczę na tę wersję,
gdyż ma być ona dalej słodka i intensywna, ale jednak bardziej elegancka.
Zobaczymy cóż z tego wyjdzie. Nuty głowy to bergamotka, mandarynka,
brzoskwinia, liczi. Nutami serca są jaśmin i lilia, a bazy żywica bursztynowa,
wetyweria, wanilia.
Podobnie jak Dolce&Gabbana,
Tom Ford zdecydował się na nową wariację, jednego ze swoich najpopularniejszych
zapachów, Black Orchid. Nowa wersja Eau de Toilette ma być zdecydowanie
mniej złożona i intensywna, jednak dalej oryginalna i z charakterem. Z otwarcia
znika jaśmin, zostaje natomiast czarna porzeczka, bergamotka, ylang-ylang.
Serce kompozycji również ujednolicono – na tym etapie mamy znaleźć
najważniejszą orchideę z nutami owocowymi. A baza to lotos, paczula, wetyweria,
drewno sandałowe, wanilia i kadzidło.
niedziela, 22 marca 2015
(r)ewolucja zapachowych upodobań.
Wszystko się zmienia, nie tylko pory roku, trendy w modzie
czy kolor włosów Kim Kardashian – gust
zapachowy również. Jest to jak najbardziej naturalny proces związany z
wieloma czynnikami, naszymi doświadczeniami, zmianami w życiu osobistym, zawodowym,
dojrzałością.
Od dłuższego czasu obserwuję ewolucję moich upodobań i z
zaskoczeniem zauważam jak mocne potrafią być to zmiany. W niektórych
przypadkach można spokojnie mówić o rewolucji. Tak właśnie miałam z Jungle
Elephant Kenzo. Przez kilka lat, od momentu poznania tych perfum, nie mogłam
ich znieść, dusiły mnie, drażniły. Byłam tak na nie wyczulona, że gdy tylko
spotykałam kogoś kto ich używał, od razu się od niego odsuwałam. Jednak jakiś
czas temu będąc w perfumerii, coś mnie tchnęło i dałam słynnemu słoniowi
jeszcze jedną szansę. To było jedno z najbardziej fascynujących, zapachowych
doświadczeń. Z każdą kolejną minutą odkrywałam te perfumy na nowo i nie mogłam
przestać się zachwycać. Ostry charakter goździków, lukrecji, kardamonu przestał
mi się kojarzyć z rozlanym w aptece syropem na kaszel, w połączeniu z heliotropem,
wanilią i paczulą stał się niesamowicie kobiecym, zdecydowanym zapachem, przez
który już się nie mogę doczekać kolejnej zimy by móc go nosić.
ale reklamę konsekwentnie uważam za straszną!
środa, 4 marca 2015
moda umarła, ciuchy zostały.
Targi Designu Indaba w Kapsztadzie. Na scenie przemawia
Lidewij Edelkoort – jedna z najbardziej znanych na świecie specjalistek od
przewidywania trendów w modzie i designie i jedna z 25 najbardziej wpływowych
osób wg Times’a. Co jest takiego
ciekawego w jej wystąpieniu?
Ogłasza śmierć mody.
Ogłasza śmierć mody.
W wywiadzie dla portalu Dezeen twierdzi “to koniec mody jaką do tej pory znamy” i „że
jej zainteresowanie modą zostało zamienione na zainteresowania ubraniami, odkąd
moda straciła kontakt z rzeczywistością, z tym co dzieje się na świecie i czego
tak naprawdę chcą ludzie.”
poniedziałek, 23 lutego 2015
madonna - truth or dare naked.
Bardzo rzadko zdarza mi się kupować perfumy w ciemno.
Zapachy, to chyba jedyny obszar mojego życia, który tak dokładnie analizuję i
rzadko pozwalam sobie na spontaniczność i nieprzemyślane decyzje. Ale
oczywiście zdarzają się też sytuacje wyjątkowe. Tak właśnie było w przypadku
zapachu Madonny Truth or Dare Naked. Widziałam te perfumy u wielu osób,
przeczytałam masę pozytywnych recenzji, ale dopiero gdy usłyszałam, być może tylko
plotkę, że ten zapach ma zostać wycofany z produkcji, postanowiłam nadrobić
zaległości w testach. Po szybkim przeanalizowaniu nut, zachwycie flakonem i przejrzeniu
cen w internecie, zdecydowałam się kupić go jednak w ciemno. I…był to jeden z
moich lepszych zakupów od kilku lat.
Truth or Dare Naked to dla mnie prawdziwe zjawisko, i
kolejne potwierdzenie teorii, że wcale nie trzeba pachnieć drogo by pachnieć
dobrze. Madonna w drugiej odsłonie klasyka Truth or Dare serwuje nam piękny,
otulający, ciepły zapach, dzięki któremu usłyszałam już mnóstwo komplementów, a
mam go zaledwie od miesiąca.
niedziela, 8 lutego 2015
historia reklam perfum - chanel.
Do tego wpisu, a właściwie cyklu wpisów, zbierałam się od dawna. Przez miesiące szukałam, zbierałam, katalogowałam zdjęcia starych reklam perfum, by w końcu móc Wam przedstawić jak bardzo na przestrzeni lat zmieniały się kampanie reklamowe kilku wybranych domów mody. Nie ukrywam, że bardzo ciężko było mi znaleźć szczegółowe dane, daty, nazwiska, którymi mogłabym uzupełnić ten wpis. Niestety nie posiadam żadnej z dostępnych na rynku książek-albumów poświęconych reklamom perfum. Jednak z tego co wiem, to nawet one mają masę luk i brakuje w nich rzetelnych opisów. Dlatego też, potraktujmy ten wpis jako przegląd reklamowych perełek, i zatęsknijmy za tą klasą, której na próżno można szukać w większości współczesnych kampanii.
[aktualizacja, 27.08.15] Pierwsza wersja tego wpisu poświęcona była jedynie Chanel N° 5, teraz jednak macie możliwość obejrzenia reklam także innych zapachów Chanel. Szczególnie ciekawe są kampanie perfum Coco, dlatego też zachęcam Was do zapoznania się z ich reklamami telewizyjnymi, które są naprawdę genialne.
Większość reklam Chanel charakteryzuje się prostotą, jasnym przekazem - nigdy nie mamy wątpliwości jaki produkt jest reklamowany [co notorycznie zdarza się w dzisiejszych czasach, ciągle się zastanawiam 'to była reklama samochodu, jeansów czy szamponu?']. Jednak to, co dla nas obecnie jest pewną oczywistością, banałem czy też minimalizmem, w pierwszej połowie XX wieku, było wręcz nowatorskie.
"Chanel N° 5 zawsze jest na liście pięciu najlepiej się sprzedających perfum na świecie. Tysiące perfum pojawiało się i znikało, a niektóre z nich były naprawdę dobre. Dlaczego więc Chanel N° 5 przetrwało?
-Reklama - natychmiast odpowiada Helleu. - To klucz. Pomysłowość w reklamie. Trzeba być odważnym. Chanel była pierwszą firmą w branży perfumeryjnej, reklamującą się w telewizji i jedną z pierwszych, które wykorzystały do promocji tak powszechnie znane osoby, jak Catherine Deneuve czy Carole Bouqet." [Perfumy. Podróż w świat zapachów]
François Kollar, Gabrielle Chanel, 1937
piątek, 23 stycznia 2015
normcore wymyślili Polacy.
Jest środek wakacji. Końcówka lipca w nadmorskim, polskim
kurorcie. Późnym popołudniem brzegiem Bałtyku przechadzają się setki, jeśli nie
tysiące par. Jednym z nich jest Pan Stanisław w lekko pożółkłym, wyciągniętym podkoszulku,
spodenkach w kolorze khaki i sandałach. Bez skarpetek. Trzyma pod rękę swoją
małżonkę Marylę, którą czasami woła Mariolka, albo Marcia jak humor ma lepszy.
Owa Mariolka, która jest na zasłużonym urlopie (pracuje jako nauczycielka klas
1-3) włożyła na siebie naprędce wyblakłą fioletową bluzę zapinaną pod samą szyję, spodnie dresowe
3/4, sandały podobne do tych, które nosi mąż. I okulary. Kupiła ostatnio za 6,50
w dyskoncie. Nie przyglądała się czy jej pasują, bo były po promocji, więc
wzięła. Co innego włoży później. Jak pójdzie ze Staśkiem na zakupy pod wieczór.
Widziała wczoraj taką ładną bluzę, morelowa, z kryształkami przy piersi. Założy espadryle, białe spodnie i białą tuniczkę,
żeby podkreślić opaleniznę.
Kilka metrów od przechadzającego się małżeństwa siedzi na
rozłożonej koszuli 22-latka. Przegląda najnowszy numer ELLE, a w nim sesje
zdjęciowe, trochę stylizacji i tekst o normalsach i trendzie zwanym normcore. I
zmienia się zupełnie perspektywa. Nagle całe towarzystwo dookoła niej staje się
modne. Jak nigdy dotąd.
#HardkorowaNormalność
wtorek, 13 stycznia 2015
m. micallef - mon parfum gold.
Kilka miesięcy temu zachwycałam się zapachem Mon Parfum
Cristal M. Micallef. Dziś nadszedł czas na kolejną odsłonę klasycznego Mon
Parfum – Mon Parfum Gold.
Mon Parfum Gold już od pierwszych chwil przenosi nas w świat
orientu. Jednak ten, kto będzie szukał w nim ciężkich, duszących kadzideł może
poczuć się lekko rozczarowany. Gdyż orient w wydaniu M. Micallef jest
niejednoznaczny i nie wpisuje się w klasyczną interpretację tego klimatu.
Tę zapachową podróż rozpoczynamy teoretycznie owocami,
jednak dla mnie są one jedynie tłem dla wybijających się od razu na pierwszy
plan kwiatów otoczonych wanilią i piżmem. Ciężki charakter jaśminu i tuberozy
łagodzi kwiat pomarańczy, mandarynka. Według mnie pojawia się tutaj jeszcze jeden,
niezwykle istotny składnik, ale cóż to jest opowiem Wam za chwilę… Ciągle czuję
jakbym balansowała na granicy zapachów orientalnych, kwiatowych i waniliowych.
Nie jest to może jakieś nowatorskie zestawienie, jednak tworzy ono naprawdę
oryginalny efekt i maluje mi przed oczyma piękny obraz.
środa, 7 stycznia 2015
podsumowania 2014 i plany na 2015.
Skończył się rok 2014. Odszedł, przepadł, zniknął. Pozostało
po nim setki wspomnień. Tych lepszych, gorszych i tych, których nie
chcemy pamiętać wcale.
Mogłabym zrobić całkiem spore podsumowanie i wymienić tutaj całą masę błędów, potknięć i fatalnych pomyłek, które przytrafiły się w branży mody, ale co się stało to się nie odstanie. Hejtowanie zostawmy profesjonalistom, skupmy się na tym co dobre i inspirujące.
Mogłabym zrobić całkiem spore podsumowanie i wymienić tutaj całą masę błędów, potknięć i fatalnych pomyłek, które przytrafiły się w branży mody, ale co się stało to się nie odstanie. Hejtowanie zostawmy profesjonalistom, skupmy się na tym co dobre i inspirujące.
Z początkiem roku założyłyśmy fanpage’a naszego bloga, gdzie
lajków może nie ma ćmiliardy jak u niektórych, ale i tak i tak jesteśmy super dumne z naszych 420 czytelników.
Wrzucałyśmy tam (i dalej to robimy z wielką przyjemnością) archiwalne reklamy,
kampanie, okładki, newsy poważne jak
i te mniej. Nie obyło się też bez szalonych modowych pomysłów Ziu i małych
zapachowych wpadek w moim wydaniu. Uczyłyśmy się od siebie wzajemnie, przy okazji
(mam taką nadzieję) edukując odrobinę Was.
Modę można było oglądać z perspektywy taniego chałturzenia na ściankach, ale też traktować ją jako element wyższej kultury. Ten rok pozwolę sobie nieoficjalnie nazwać rokiem Yves Saint Laurenta. W kinach pojawiły się o nim dwa filmy –„Yves Saint Laurent” reż. Jalil Lesper i „Saint Laurent” reż. Bertrand Bonello, a na półkach księgarń „Listy do Yves’a” Pierre’a Berge, „Yves Saint Laurent. Niegrzeczny chłopiec.” autorstwa Lelievre Marie-Dominique i biografia Yvesa autorstwa Benaim Laurence’a. Całkiem sporo tego jak na 12 miesięcy.
Modę można było oglądać z perspektywy taniego chałturzenia na ściankach, ale też traktować ją jako element wyższej kultury. Ten rok pozwolę sobie nieoficjalnie nazwać rokiem Yves Saint Laurenta. W kinach pojawiły się o nim dwa filmy –„Yves Saint Laurent” reż. Jalil Lesper i „Saint Laurent” reż. Bertrand Bonello, a na półkach księgarń „Listy do Yves’a” Pierre’a Berge, „Yves Saint Laurent. Niegrzeczny chłopiec.” autorstwa Lelievre Marie-Dominique i biografia Yvesa autorstwa Benaim Laurence’a. Całkiem sporo tego jak na 12 miesięcy.
poniedziałek, 15 grudnia 2014
zapachowa filozofia i savoir vivre.
Zawsze gdy odpowiadam ludziom na pytanie „dlaczego to właśnie
perfumy tak Cię interesują?” [a uwierzcie, robię to naprawdę często], oprócz
moich zachwytów nad przeróżnymi kompozycjami, przedstawiam im również swoją
„zapachową filozofię”. Tak, jestem do tego stopnia zafascynowana światem zapachów,
że wiąże się on dla mnie z całą ideologią, i stwierdziłam, że w końcu nadszedł
czas by przedstawić ją także na tutaj.
Od czasu gdy osobowość i charakter przestały być najistotniejszymi elementami oceny człowieka, jesteśmy zasypywani wszelkimi poradnikami, instrukcjami, szkoleniami o tym jak odpowiednio kreować swój wizerunek by zostać dostrzeżonym, pokochanym, docenionym, zatrudnionym itd.. Istnieje mnóstwo speców od PR-u, coachów czy też samozwańczych ekspertów, którzy za odpowiednio wysoką opłatą przygotują nas do stawienia czoła brutalnej rzeczywistości, byśmy mogli ruszyć przed siebie niczym bohaterowie amerykańskich filmów! Nie krytykuję i nie oceniam osób zajmujących się takimi rzeczami, nie, nie. Ba, ja właśnie te wszelkie coachingowe sprawy łączę z zapachami!
Węch jest to jeden z najbardziej pierwotnych zmysłów, który często nieświadomie wpływa na nasze decyzje i oceny, i ten o którym myślimy najrzadziej. O tym jak malować się, ubierać, dbać o siebie czy też przemawiać, wiemy wszystko [a jeśli nie, zawsze możemy liczyć np. na poradnikową pomoc blogerek!], a czy wiemy jak pachnieć i jak dobierać perfumy? Trzeba zacząć od tego, że perfumy to część, ważna część, naszego wizerunku. Mało kto zastanawia się nad tym czy używany przez niego zapach pasuje do jego osobowości, profesji. Wiele osób sięga po najbardziej popularne czy polecane zapachy, bez zastanowienia. Jest to naprawdę strategiczny błąd. Perfumy potrafią nam dodać subtelności, profesjonalizmu, pewności siebie, wszystkiego czego tylko potrzebujemy [okej, z inteligencją może być problem, ale już nad urodą można popracować!]. Jednak, żeby tak się stało, muszą zostać one po prostu dobrze dobrane. Zawsze powtarzam, że przed wyborem perfum powinniśmy zastanowić się co tak naprawdę nas określa - zawód, dzieci, konkretna cecha charakteru, plany na przyszłość czy też może coś jeszcze innego - i przemyśleć jak to powinno połączyć się z zapachem [czego wymaga od nas praca, rodzina]. Kiedy już to ustalimy, kolejnym krokiem jest zdefiniowanie naszych oczekiwań wobec perfum, tego cóż chcielibyśmy zaakcentować, jak mają na nas działać.
Od czasu gdy osobowość i charakter przestały być najistotniejszymi elementami oceny człowieka, jesteśmy zasypywani wszelkimi poradnikami, instrukcjami, szkoleniami o tym jak odpowiednio kreować swój wizerunek by zostać dostrzeżonym, pokochanym, docenionym, zatrudnionym itd.. Istnieje mnóstwo speców od PR-u, coachów czy też samozwańczych ekspertów, którzy za odpowiednio wysoką opłatą przygotują nas do stawienia czoła brutalnej rzeczywistości, byśmy mogli ruszyć przed siebie niczym bohaterowie amerykańskich filmów! Nie krytykuję i nie oceniam osób zajmujących się takimi rzeczami, nie, nie. Ba, ja właśnie te wszelkie coachingowe sprawy łączę z zapachami!
Węch jest to jeden z najbardziej pierwotnych zmysłów, który często nieświadomie wpływa na nasze decyzje i oceny, i ten o którym myślimy najrzadziej. O tym jak malować się, ubierać, dbać o siebie czy też przemawiać, wiemy wszystko [a jeśli nie, zawsze możemy liczyć np. na poradnikową pomoc blogerek!], a czy wiemy jak pachnieć i jak dobierać perfumy? Trzeba zacząć od tego, że perfumy to część, ważna część, naszego wizerunku. Mało kto zastanawia się nad tym czy używany przez niego zapach pasuje do jego osobowości, profesji. Wiele osób sięga po najbardziej popularne czy polecane zapachy, bez zastanowienia. Jest to naprawdę strategiczny błąd. Perfumy potrafią nam dodać subtelności, profesjonalizmu, pewności siebie, wszystkiego czego tylko potrzebujemy [okej, z inteligencją może być problem, ale już nad urodą można popracować!]. Jednak, żeby tak się stało, muszą zostać one po prostu dobrze dobrane. Zawsze powtarzam, że przed wyborem perfum powinniśmy zastanowić się co tak naprawdę nas określa - zawód, dzieci, konkretna cecha charakteru, plany na przyszłość czy też może coś jeszcze innego - i przemyśleć jak to powinno połączyć się z zapachem [czego wymaga od nas praca, rodzina]. Kiedy już to ustalimy, kolejnym krokiem jest zdefiniowanie naszych oczekiwań wobec perfum, tego cóż chcielibyśmy zaakcentować, jak mają na nas działać.
niedziela, 7 grudnia 2014
"(nie) mam się w co ubrać" - recenzja dwóch stron książki Karoliny Glinieckiej.
Nie jestem oddaną fanką Charlize Mystery. Nie szaleję na
punkcie jej stylizacji, a wiadomość o wydaniu przez nią książki nie spędzała
mi jakoś specjalnie snu z powiek. Nie zamierzałam kupować jej publikacji, ale przyznaję, byłam ciekawa jak wygląda te 350
stron napisanych przez blogerkę-szafiarkę. Kilka dni temu na blogu Olfaktorii pojawiła
się recenzja owej książki. Przyjrzałam się bliżej zdjęciom poszczególnych stron, żeby móc
coś wyczytać, bo z założenia po to są książki pisane, by je czytać (tak sądzę). Trafiłam
na fragment o „tkaninach na swetry” i wtedy krew się we mnie zagotowała. Dlaczego?
Bo nie cierpię kiedy ludzie udają speców od czegoś na czym zupełnie się nie
znają. A nie daj Boże piszą na ten temat książki. I wypisują w nich głupoty jakich mało. Błąd może trafić się każdemu,
ale 7 błędów merytorycznych na dwóch stronach to o 7 za dużo.
Zacznę od rzeczy, które mnie również zawsze nudziły na
zajęciach, ale są ważne w odbiorze tej analizy. Pozwólcie, że tym schematem w naprawdę
dużym skrócie pokażę wam cykl od włókna po materiał.
czwartek, 4 grudnia 2014
original by anja rubik.
Nie planowałam tej recenzji, nie miałam nawet zamiaru
dokładnie testować tych perfum, gdyż z góry założyłam, że to nie moja bajka, a
o zapachach, które mnie nie zachwycają po prostu nie piszę. Jednak przechodząc
dzisiaj obok stoiska Inglota, coś mnie podkusiło i sięgnęłam po Original by
Anja Rubik. I od sześciu godzin nie mogę oderwać nosa od nadgarstka.
Początek jest niesamowicie świeży, zielony. Nuty wskazują na
zieloną herbatę, lecz Marcin z Nez de Luxe tłumacząc, że zielona herbata rzadko
bywa zieloną herbatą, mówi o irysie. Także zachwycam się tym irysem bardzo,
bardzo! Przez długi czas mam wrażenie jakby ten zapach musował na mojej skórze niczym
wino musujące, albo nawet jak prawdziwy szampan. Jestem pod wrażeniem jak
bardzo energetyczna jest ta kompozycja, zachowując jednak przy tym pewną
zmysłowość. Już na tym etapie
potwierdzają się opinie, że mamy do czynienia z naprawdę przemyślanym i udanym
zapachem.
wtorek, 25 listopada 2014
top 10. Fashion Philosophy Fashion Week Poland.
Ostatnia edycja Fashion Week'u
była tak dawno temu, że większość osób zupełnie wymazała już ją ze swojej
pamięci. Być może przez kwestię czasu,
być może przez traumatyczne przeżycia. Choć sama chciałabym o tym małym
koszmarze zapomnieć, to niektóre kwestie mi na to nie pozwalają. Mimo słabego poziomu niektórych kolekcji, jest kilka takich sylwetek, pojedynczych ubrań czy dodatków, które do dziś
siedzą mi w głowie. I chociaż zima za pasem, to chciałabym dzisiaj pokazać wam
moje TOP 10 ubrań, które nosiłabym już teraz, zaraz, gdyby tylko pojawiły się w sprzedaży.
![]() |
| fot. Marek Makowski |
Moja miłość w rozmiarze XXL – ogromne, przeskalowane
chusty z nowej linii Michała Szulca – SOLD. Dostępne w różnych wersjach kolorystycznych. Gdybym miała pobawić w się w osobę
prognozującą trendy dorzuciłabym tę chustę do „must have’ów” tuż obok torby Ani
Kuczyńskiej czy koszulek Local Heroes. Jeśli jesteście zainteresowani - chusty są
już w sprzedaży tutaj. Coś czuję, że moje świąteczne prezenty pojawią się u mnie
dużo, dużo wcześniej…
niedziela, 2 listopada 2014
perfumy. podróż w świat zapachów.
Książka "Perfumy. Podróż w świat zapachów." jest dość nietypową pozycją jeśli chodzi o literaturę poświęconą perfumom. Przede wszystkim wyróżnią ją fakt, że jest to raczej książka-album, z masą ciekawych zdjęć [autorstwa Robb'a Kendricka] oddających charakter opisywanych przygód autorki. Oprócz tego, Cathy Newman rozpoczynając pracę nad tą publikacją, była zupełnym laikiem, o perfumach wiedziała tyle, co każdy przeciętny człowiek. Czytelnik ma dzięki temu okazję poznać historię rodzącej się fascynacji światem zapachów. Cathy bierze udział w warsztatach perfumeryjnych w Grasse, wyrusza na poszukiwanie nowych nut zapachowych do lasów tropikalnych, rozmawia z wieloma cenionymi perfumiarzami i [czego zazdroszczę najbardziej] ma okazję wykreować, a właściwie zlecić wykreowanie, swojego własnego zapachu, który ma być odzwierciedleniem jej charakteru, takiego zapachu szytego na miarę.
"Początkiem tej opowieści był artykuł dla National Geographic. Chodziło o dokładny, ale zwięzły opis procesu kreacji perfum. Miałam poprowadzić czytelników od kwitnących na polu kwiatów po flakonik perfum na ladzie perfumerii. Krótka historia rozrosła się w trwające rok dochodzenie, które przekroczyło objętość prasowego artykułu i przerodziło się w książkę."
poniedziałek, 27 października 2014
wywal OFF-y z harmonogramu.
Jest taka impreza w Łodzi, która dwa razy do roku spędza sen
z powiek ludziom zainteresowanym modą. Dziennikarze nabijają pióra atramentem,
szafiarki wertują szafę w poszukiwaniu szalonych, czarno-czarnych stylizacji,
pasjonaci ładują iPhony, żeby, zamiast oklaskiwać kolekcję, uwiecznić ją na
3-sekundowych filmikach, których nikt nigdy później nie zobaczy. Fashion Philosophy Fashion Week Poland.
W nazwie wydarzenia widnieje słowo „filozofia”. Z angielska
rzecz jasna, bo w to polski fashion week, więc musi być po angielsku. Co jest
dokładnie filozofią imprezy? Jaka przyświeca temu wszystkiemu idea? Oto jak
rozpisują się organizatorzy:
„Tworzymy największe wydarzenie modowe w Polsce, czyli FashionPhilosophy Fashion Week Poland, odbywający się cyklicznie, dwa razy w roku w Łodzi, prezentujący trendy na nadchodzący za pół roku sezon. Za cel stawiamy sobie stworzenie platformy, gdzie obok najwyższego poziomu odczuć estetycznych znajdzie się miejsce na wymianę doświadczeń i wiedzy na temat mechanizmów branży modowej. Kreujemy ideę spotkania środowiskowego na styku sztuki i biznesu.”
Fashion PR Girl w swoim tekście (tutaj) udowodniła, że wszystko rozwala się już przy samych założeniach projektu. Filozofia polskiego tygodnia mody to jak filozofia Paulo Coelho. Górnolotna, dotycząca wielkich idei, ale tak naprawdę płytka, bezużyteczna i nie wnosząca nic nowego.
„Tworzymy największe wydarzenie modowe w Polsce, czyli FashionPhilosophy Fashion Week Poland, odbywający się cyklicznie, dwa razy w roku w Łodzi, prezentujący trendy na nadchodzący za pół roku sezon. Za cel stawiamy sobie stworzenie platformy, gdzie obok najwyższego poziomu odczuć estetycznych znajdzie się miejsce na wymianę doświadczeń i wiedzy na temat mechanizmów branży modowej. Kreujemy ideę spotkania środowiskowego na styku sztuki i biznesu.”
Fashion PR Girl w swoim tekście (tutaj) udowodniła, że wszystko rozwala się już przy samych założeniach projektu. Filozofia polskiego tygodnia mody to jak filozofia Paulo Coelho. Górnolotna, dotycząca wielkich idei, ale tak naprawdę płytka, bezużyteczna i nie wnosząca nic nowego.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


















