niedziela, 27 grudnia 2015

sunshine amouage.

Sunshine Amouage to zapach po który sięgnęłam pewnego spokojnego, wakacyjnego dnia, myśląc, że idealnie zgra się z moim nastrojem. Skłoniły mnie do tego liczne recenzje gwarantujące ‘słoneczny poranek w ogrodzie’. Jednak moje spotkanie z Sunshine to były zdecydowanie inne doświadczenia, do których postanowiłam wrócić właśnie dziś - pod koniec grudnia, przebywając w [teoretycznie] słonecznej Italii...


Zazdroszczę tym, którym Amouage zagwarantowało słodką dawkę lenistwa. W moim przypadku nie było mowy o wylegiwaniu się w piżamie do południa, już od pierwszych chwil czułam się jakbym biegła o świcie do pracy za elegancką kobietą, która postanowiła zjawić się w biurze jako pierwsza. Co ciekawe nie udałyśmy się od razu do jej biurka, tylko zakurzonymi schodami przeciwpożarowymi ruszyłyśmy na dach.
Mimo, że słońce dopiero co wstało, już zdążyło rozgrzać to szarobure miejsce. Moja towarzyszka szybko zrzuciła szpilki, rozłożyła marynarkę na ziemi, usiadła na niej, wyciągnęła paczkę landrynek i wybierając z niej tylko te mleczne i porzeczkowe, miała na twarzy uśmiech dziecka. Patrzyłam na to z boku i zupełnie nie potrafiłam zrozumieć, myślałam ‘o co w tym wszystkim chodzi?’. Dopiero później do mnie dotarło, że te 10-15min na tym rozgrzanym dachu, to jej jedyne spotkanie ze słońcem, jej guilty pleasure i jedyny moment by poczuć się beztrosko. Gdy tylko wybiła 7:45 zeszłyśmy szybko do biura, a ona wróciła do bycia przepracowaną sekretarką w przeszklonym wieżowcu.

Tak właśnie pachnie dla mnie Sunshine. Początek jest całkiem ciekawy z porzeczkami i lekko ziołowym akcentem - naprawdę pobudzający zastrzyk energii. W tle przewijają się też migdały, w marcepanowym wydaniu, osładzając całą kompozycję. Jest naprawdę przyjemnie, dopiero później gdy te pierwsze nuty się ulotnią, robi się zbyt spokojnie, zwyczajnie nudno. I Sunshine zaczyna raczej przypominać perfumy do wnętrz, które stoją gdzieś w kącie biura i starają się maskować zapach tych przesiąkniętych papierosowym dymem garniturów. 

Co ciekawe miałam okazję sprawdzić jak Sunshine układa się u innych i byłam naprawdę zaskoczona, gdy na mojej znajomej rozwijał się on przez ładnych kilka godzin i ujawniał nuty, o których istnieniu nawet bym nie pomyślała. Był słodki, ale nie przesłodzony, puchaty, dziewczęcy z wyraźną dominacją porzeczek i magnolii, i na tyle przyjemny, że bardzo szybko zapragnęłam znaleźć coś co w podobny sposób będzie na mnie pachniało. Jednak na pewno nie znajdę tego w Sunshine, które podsumowując, mnie po po prostu rozczarowały i uważam, że zdecydowanie te perfumy nie są warte swojej astronomicznej ceny.

Nuty: likier z czarnej porzeczki, migdały, dawana, osmantus, jaśmin, wanilia, magnolia, jałowiec, paczula, biała tabaka, papirus

2 komentarze:

  1. To ciekawe, ile mozna napisac o zapachu. Zawsze myslalem, ze wech jest najmniej interesujacym i najbardziej frywolnym ze zmyslow, a okazuje sie, ze moze byc pieknym tlem dla wyobrazni. Cieka jestem, jaki zapach najlepiej dopelnia czlowieka w przesiaknietym papierosami garniturze.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestem ciekawa jak będzie wyglądała motoryzacja za 30-40 lat. Już przed 2000 rokiem zapowiadało się teorie na temat bezobsługowych pojazdów, latajacych z punktu A do punktu B bez pomocy kierowcy :-) Miało się to nijak do rzeczywistosci. Teraz oprócz designu producenty prześcigają się w coraz mniejszym "teoretycznym" spalaniu auta, oraz w maksymalizacji różnych niepotrzebnych systemów przez które często trzeba odwiedzać autoryzowane serwisy. Moim zdaniem motoryzacja porusza się trochę nie tą drogą którą naprawdę powinna... Wyniki spalania często fałszowane itp. :-(

    OdpowiedzUsuń