poniedziałek, 23 lutego 2015

madonna - truth or dare naked.

Bardzo rzadko zdarza mi się kupować perfumy w ciemno. Zapachy, to chyba jedyny obszar mojego życia, który tak dokładnie analizuję i rzadko pozwalam sobie na spontaniczność i nieprzemyślane decyzje. Ale oczywiście zdarzają się też sytuacje wyjątkowe. Tak właśnie było w przypadku zapachu Madonny Truth or Dare Naked. Widziałam te perfumy u wielu osób, przeczytałam masę pozytywnych recenzji, ale dopiero gdy usłyszałam, być może tylko plotkę, że ten zapach ma zostać wycofany z produkcji, postanowiłam nadrobić zaległości w testach. Po szybkim przeanalizowaniu nut, zachwycie flakonem i przejrzeniu cen w internecie, zdecydowałam się kupić go jednak w ciemno. I…był to jeden z moich lepszych zakupów od kilku lat.

Truth or Dare Naked to dla mnie prawdziwe zjawisko, i kolejne potwierdzenie teorii, że wcale nie trzeba pachnieć drogo by pachnieć dobrze. Madonna w drugiej odsłonie klasyka Truth or Dare serwuje nam piękny, otulający, ciepły zapach, dzięki któremu usłyszałam już mnóstwo komplementów, a mam go zaledwie od miesiąca.


Perfumy te w nutach głowy mają neroli, kwiat brzoskwini i wiciokrzew, i z tego co wiem, u większości osób ten początek faktycznie tak wygląda. U mnie jednak sprawa się trochę komplikuje i Truth or Dare Naked rozwija się w dość nietypowy sposób. Gdyż już na samym wstępie dostaję kwiaty ze sporą dawką wanilii i benzoesu. Jest niesamowicie słodko i intensywnie, ale w sposób bardzo elegancki, dojrzały, wręcz wyrafinowany. Ten efekt został uzyskany przez świetne wyważenie nut kwiatowych, słodkich, drzewnych [pod wieloma względami Truth or Dare Naked przypomina mi męski zapach Givenchy Pi]. Neroli w początkowej fazie nie pozwala zdominować się wanilii i szybko pojawiającym się nutom bazowym. Wstępna ostra gra kontrastów, po kilkudziesięciu minutach, ustępuje kwiatom brzoskwini. Kompozycja się uspokaja, staje się kremowa, otulająca, trochę naiwnie słodka niczym lody kakaowo-brzoskwiniowe. Na szczęście ten etap nie trwa długo i ostatecznie dochodzimy do bazy. Te perfumy, to jeden z nielicznych przypadków, w którym naprawdę cieszę się, że pierwsze dwie fazy tak szybko uciekają. Gdyż mimo świetnego początku, to właśnie baza Truth or Dare Naked sprawia, że nie mogę oderwać nosa od nadgarstka [co doprowadza czasami moich znajomych do irytacji, szczególnie w miejscach publicznych…]. W spisie nut, jeśli chodzi o bazę, mamy podane nuty takie jak cedr, drewno sandałowe, benzoes i agar. Co do roli agaru mam pewne wątpliwości i po prostu go nie czuję w takim wydaniu do jakiego przywykłam. Ale czuć go też tak nie muszę, bo to co się dzieje bez niego, w zupełności mi wystarcza. Nuty drzewne w połączeniu z wanilią, która trwa nieprzerwanie od samego początku, tworzą bazę intrygującą, ciepłą z lekko orientalnym akcentem. Całkowicie znika kwiat brzoskwini, który był najsłabszym elementem tej kompozycji. Zapach staje się coraz bardziej intymny, ale nie nazwałabym go subtelnym. Nie pozwala mi na to benzoes, który odurza i zachowuje wyrazisty charakter tych perfum do samego końca. Żałuję tylko, że trwałość Truth or Dare Naked jest średnia – na mojej skórze utrzymuje się do 4 godzin. Jednak biorąc pod uwagę całokształt tego zapachu i jego cenę, jest to wada, którą można wybaczyć.

Twórca kompozycji: Stephen Nilsen
Nuty: kwiat brzoskwini, neroli, wiciokrzew, kwiat wanilii, kakao, konwalia, cedr, benzoes, drewno sandałowe, agar


14 komentarzy:

  1. Powiem Ci szczerze, że raczej nie ciągnie mnie do zapachów celebrytów, chociaż wiem, że niektóre są dobre. Mam tylko 3 perfumy tego typu: Rihanna Nude, Rihanna Reb'l Fleur, Halle Berry Halle - moim zdanie to jedne z oryginalniejszych zapachów gwiazd. Oczywiście przetestuję, co proponuje Madonna z czystej ciekawości:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chciałam jeszcze dodać, że flakon jest oryginalny. Bardzo mi się podoba:)

      Usuń
    2. Rozumiem Cię doskonale, sama również bardzo rzadko sięgam po perfumy celebrytów, ale tak jak napisałaś - w tej masie nijakich kompozycji jest trochę zapachowych perełek. I własnie do nich zaliczam również Madonnę. Jakbyś miała problem z ich znalezieniem, a nie chciała zamawiać całego flakonu, to pisz na mejla - podeślę Ci próbkę.

      A flakon jest faktycznie świetny. :)

      Usuń
  2. Teraz te perfumy można kupić naprawdę tanio, więc dałam się skusić -- zaryzykowałam i też kupuję w ciemno. ;) Lubię kremowe zapachy. Zobaczymy, jak podejdzie mi ta słodycz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czekam na relację w takim razie. ;)

      Usuń
  3. Zgadzam się z Tobą!

    To zapach wspaniały i przy jego nieprzyzwoicie niskiej cenie grzechem jest się na niego nie skusić! ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam i ja, zaraziła mnie Kasia Edpholiczka, trafiłam na świetną okazję i kupiłam za grosze z wysyłką :)

    Wojownicza K.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciebie zaraziła Kasia, a mnie Wy! Prawie w każdej kolekcji osób, których kolekcje mnie naprawdę ciekawią [czuj się wyróżniona Wojownicza!], widziałam Madonnę albo o niej słyszałam. Także chcąc/nie chcąc i ja musiałam ją zdobyć. ;)

      Usuń
    2. Hihi, mamy 100% skuteczność :D

      Usuń
  5. Jesteś już kolejną osobą która wychwala ten zapach, zaczynam czuć się zaproszona do bliższego z nim kontaktu ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czuj się, czuj, myślę, że i Ty docenisz ten zapach. W razie czego służę odlewką ;)

      Usuń
  6. Uwielbiam, brałam w ciemno i nie zawiodłam się!

    OdpowiedzUsuń
  7. Mam podobnie jak Iwona - rzadko kiedy sięgam po zapachy tworzone przez gwiazdy. Mam wrażenie, że wszystkie są tworzone jedną nutą zapachową.. nie mniej jednak chciałabym je wypróbować - sam flakon mnie by zaintrygował :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Większość faktycznie jest słodko-nijaka, ale tak jak już pisałam - są pośród nich prawdziwe skarby. Także zachęcam do testów i podzielenia się później swoimi wrażeniami!

      Usuń